|
|
|
| niedziela, 11 lipca 2010 17:49 | |||
Rzeczpospolita: Związki partnerskie za sześć latLegalizacja homoseksualnych związków będzie możliwa, gdy SLD odzyska siłę – uważa dr Adam Bodnar
Rz: Kilka dni przed drugą turą wyborów ukazał się w „Krytyce Politycznej” pana artykuł, w którym przekonuje pan, że trzeba przełomu politycznego, by przyjąć ustawę pozwalającą na rejestrację związków homoseksualnych. dr Adam Bodnar, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Zbieżność terminów jest przypadkowa. Napisałem ten artykuł jakieś trzy miesiące temu. Mieliśmy wewnętrzne seminarium związane z projektem grupy inicjatywnej prowadzącej prace nad ustawą o związkach partnerskich. Traktuję tę publikację jako sposób, by nieco ostudzić zapał osób homoseksualnych i spojrzeć na problem maksymalnie pragmatycznie. Dobrze, że są różne inicjatywy i trwa dyskusja w obrębie środowiska osób homoseksualnych, jaki model jest najlepszy: umowa cywilnoprawna, związek partnerski czy może małżeństwo. Ale mam wrażenie, że środowisko myśli raczej w kategoriach, „jaki cukierek by najbardziej smakował”, a nie w kategoriach, jakie rozwiązania są dopuszczalne z punktu widzenia konstytucji i możliwe do przeprowadzenia. Przypomnę, że konstytucja mówi jasno: małżeństwo to związek mężczyzny i kobiety. Dlatego uważam, że – jeśli inicjatywa przyjęcia ustawy o związkach partnerskich ma mieć jakiekolwiek szanse powodzenia – trzeba ją dokładnie przemyśleć z punktu widzenia konstytucyjnego. Trzeba sobie także zdawać sprawę z takiego, a nie innego układu sił politycznych. Nie wyobrażam sobie, by teraz ustawa regulująca status par osób tej samej płci miała szansę na przyjęcie i była do zaakceptowania w polskiej rzeczywistości prawnej. Realne szanse na uchwalenie takiej ustawy oceniam za jakieś sześć lat. Uważa pan, że za sześć lat związki homoseksualne w Polsce będą usankcjonowane prawnie? Zobaczmy, jak wygląda scena polityczna. Mamy SLD, które ostatnio jest za ustawą o związkach partnerskich. To duży postęp, bo jeszcze rok temu w ogóle nie chcieli o tym poważnie rozmawiać, a teraz są sygnały, że taka ustawa jest dla SLD do zaakceptowania. Pozostałe partie obecne w parlamencie są w ogóle niezainteresowane tematem. Podejrzewam, że w kolejnych wyborach lewica jeszcze nie odzyska pola, ale w pewnym momencie – może za sześć lat – nastąpi przewartościowanie polityczne i wtedy będzie realna szansa na przyjęcie ustawy o związkach partnerskich. Być może stanie się to jednym z warunków powstania w przyszłości koalicji centrolewicowej. Jak według pana powinna wyglądać taka ustawa, by mogła być zaakceptowana przez większość sejmową? Powinien to być prosty model związku partnerskiego, zawierany w trybie administracyjnym, przeznaczony dla osób tej samej płci z pewnym ściśle określonym pakietem uprawnień typu wspólne opodatkowanie, zwolnienie od podatków w zakresie spadków i darowizn od partnera, prawo do pochowania zmarłego, prawo do odmowy składania zeznań, prawo do renty rodzinnej lub emerytury po zmarłym partnerze czy prawo do dysponowania wkładem pieniężnym na rachunku bankowym w przypadku śmierci partnera. Poza tym moim zdaniem ustawa powinna być przeznaczona tylko dla par osób tej samej płci, ponieważ to właśnie one nie mają żadnej innej możliwości uregulowania swojego statusu. Osoby heteroseksualne mają przecież małżeństwo. Cały wywiad dostępny jest tutaj.
|







