| GW: "Sztuka wyjęta spod prawa" |
|
|
|
| czwartek, 01 kwietnia 2010 19:24 | |||
GW: "Sztuka wyjęta spod prawa"Czy można oszukać artystę i nie zapłacić mu za jego prace? Tak, o ile ich treść narusza "zasady współżycia społecznego" - uznał Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza
Tomasz Kozak, artysta sztuk wizualnych z Lublina, do dziś nie może otrząsnąć się po wyroku, jaki zapadł jesienią w sprawie, którą wytoczył krakowskiemu wydawcy Andrzejowi M. Należąca do M. Oficyna Wydawnicza Mireko z Krakowa chciała w 2006 r. wydać kalendarz z reprodukcjami prac Kozaka. Wydawca podpisał z nim umowę na 4 tys. zł, ale nie zapłacił. Kalendarz zaś ukazał się potem - jak twierdzi Kozak - bez jego wiedzy. Sprawa ciągnęła się trzy lata, aż w październiku sędzia Edyta Barańska oddaliła powództwo, uznając, że umowa między artystą i wydawcą od początku była nieważna, ponieważ prace, których dotyczyła, są "sprzeczne z zasadami współżycia społecznego". Sędzia oceniła obrazy Kozaka jako "wulgarne", "makabryczne" i o "wątpliwych wartościach artystycznych". Budzą one także podejrzenia o propagowanie faszyzmu, pornografii i znieważanie flagi państwowej. W efekcie uznała, że wydawca nie musi płacić artyście. - Pomyślałem, że skoro mogę być okradziony w majestacie prawa jako artysta nieobyczajny, to dlaczego nie wygnać mnie z miasta batogami? - mówi Tomasz Kozak. Obrazy zamieszczone w kalendarzu Kozak pokazywał wcześniej na indywidualnej wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie zatytułowanej "Wprowadź mnie do głębszych mocy" (to cytat z twórczości Tadeusza Micińskiego) oraz na zbiorowej wystawie "Za czerwonym horyzontem" w tej samej galerii. Nawiązuje w nich z jednej strony do narodowej polskiej mitologii (np. obrazów Grottgera), a z drugiej do estetyki propagandy nazistowskiej, obie traktuje wywrotowo i krytycznie, zestawiając je z obrazami perwersji i sadyzmu. - Kultura demokratyczno-liberalna koncentruje się na postulatach bezpieczeństwa i stosowności. Mnie zajmują antytezy tej rzeczywistości - idee niebezpieczne i niestosowne - mówi Kozak. Jego prace cieszą się od lat dużym zainteresowaniem krytyki, pisała o nich m.in. prof. Maria Janion w "Niesamowitej Słowiańszczyźnie". Co więcej, prokuratura na wniosek tego samego krakowskiego sądu już kilka lat temu sprawdzała, czy obrazy Kozaka nie naruszają prawa. Artysta był przesłuchiwany, jednak dochodzenie umorzono z powodu niewykrycia cech przestępstwa. - Jeżeli można moim obrazom cokolwiek zarzucić, to raczej obrażanie czci Hitlera (patrz zdjęcie ). Mógłbym narazić się brunatnym pałkarzom - śmieje się Kozak. Sprawę Kozaka nagłośniła inicjatywa w obronie wolności twórczej Indeks 73, zainteresowała się nią także Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w tym miesiącu objęła ją Programem Spraw Precedensowych. Opinia prawników fundacji nie zostawia na wyroku suchej nitki. "Sąd nie powinien określać funkcji, jakie powinna pełnić sztuka, i na tej podstawie dokonywać oceny zgodności przejawów twórczej aktywności z zasadami współżycia społecznego. W kompetencji sądu nie powinno leżeć w ogóle dokonywanie oceny walorów estetycznych dzieł artystycznych, a także definiowanie sztuki". Zdaniem Fundacji Helsińskiej wyrok krakowskiego sądu narusza zarówno prawo polskie, jak i europejską konwencję praw człowieka, bo ogranicza bez uzasadnienia swobodę artystyczną. Fundacja zwraca także uwagę na nadgorliwość sędzi, która oceniała jakość artystyczną prac Kozaka, mimo że sprawa nie dotyczyła w ogóle tej kwestii. Cały artykuł dostępny jest tutaj.
|







