| Gazeta Stołeczna: Nie daj się zasłonić reklamie |
|
|
|
| sobota, 11 października 2008 11:45 | |||
Gazeta Stołeczna: Nie daj się zasłonić reklamieTwoje okno należy do ciebie - wynika z opinii prawnej, którą przygotował ratusz. Ma to pomóc ludziom, którzy walczą z płachtami reklamowymi na budynkach. Ratusz ma niewiele możliwości, by skutecznie powstrzymywać napór reklamiarzy - większość płacht wisi na prywatnych, a nie miejskich budynkach. Nadzieja w tym, że to mieszkańcy sami zabiorą się do walki z oklejającymi elewacje reklamami. Do tej pory ograniczali się do utyskiwań na reflektory świecące nocami prosto w okna, smród farby drukarskiej i duchotę panującą w mieszkaniu za siatką. Alarmowali, że w ciemnościach zagraża im depresja i rujnują ich koszty oświetlania zaciemnionych pomieszczeń. Pierwszy dowód na to, że biorą sprawy w swoje ręce, już mamy - w środę do sądu trafił pierwszy w historii pozew przeciwko takim reklamom. Wytoczyła go mieszkanka Ochoty, której wspólnota mieszkaniowa zasłoniła okno winylową siatką. Przyklasnęli temu w głosowaniu mieszkańcy - gładko zgodzili się na zasłonięcie cudzych okien. Pozew do sądu przygotowała Fundacja Helsińska, która uważnie śledzi zmagania warszawiaków z natarczywą reklamą. Ale nie pomoże każdemu. To dlatego z pomocą pospieszyli prawnicy ratusza, którzy przygotowali opinię w sprawie zasłaniania okien płachtami. Jest jednoznaczna: okna to prywatna własność, której bez zgody właściciela nikomu nie wolno zasłaniać. Czytam w niej m.in.: "Do nieruchomości wspólnej należą np. ściany zewnętrzne budynku. Trudno natomiast za część wspólną budynku uznać okna, należą one bowiem do lokalu, którego właściciel korzysta w pełni z gwarantującej mu przez prawo ochrony, w tym ochrony przed naruszeniem jego praw przez osoby trzecie. Okna jako służące wyłącznie do użytku właścicieli lokali nie stanowią wspólnej własności, o których decydować mogłaby wspólnota mieszkaniowa". Może to bicz na wspólnoty mieszkaniowe, które beztrosko przegłosowują zawieszanie reklam na budynkach, nie zważając, że części lokatorów zabierają widok i światło. Prawnicy wykazują też w opinii, że każdy członek wspólnoty mieszkaniowej może stać się stroną w takiej sprawie i sprzeciwić się planom wspólnoty. - Mamy nadzieję, że ta opinia będzie pomocą w przygotowaniu kolejnych pozwów i w sprawach sądowych - mówi Tomasz Gamdzyk, naczelnik wydziału estetyki w ratuszu. Czy może pomóc tym, którzy na walce z reklamą na własnych oknach zjedli zęby? - Procesy są trudne i czasochłonne. Ja poczekam na wyrok sądu w precedensie z Ochoty - mówi Jerzy Galicki, mieszkaniec domu przy pl. Konstytucji, wynalazca słynnych rolet w winylowej siatce (wyciął w reklamie dziurę i zwijał jej fragment, by odsłonić okno). Te rolety o mało nie zaprowadziły go na salę sądową, ale w roli oskarżonego o zniszczenie mienia. Prokuratura umorzyła jednak śledztwo z powodu małej szkodliwości społecznej. Nieco sceptyczni wobec skuteczności takich dokumentów są jednak prawnicy na co dzień zajmujący się problemem wielkoformatowej reklamy. - Wydaje mi się, że z punktu widzenia sądu taka opinia nic nie znaczy. Sąd kieruje się prawem i dotychczasową praktyką, a nie opiniami prawnymi, choćby i ratusza - mówi mec. Artur Sidor, który będzie reprezentował mieszkankę Ochoty. - Ale dobrze, że pojawia się taki dokument po latach zapewnień ratusza o własnej bezsilności. Grzegorz Lisicki Źródło: Gazeta Stołeczna
|







