Tradycja protestu:
Tybetańscy więźniowie polityczni w prowincji Qinghai
Qinghai, chińska prowincja obejmująca
większą część północno-wschodniego Tybetu, nazywanego Amdo lub “Do-med”,
ma silne, inteligenckie tradycje oporu wobec władz. Dla Tybetańczyków Qinghai
– to przede wszystkim miejsce narodzin największych duchowych przywódców
z Dalajlamą na czele, ale też i świeckich pisarzy, poetów, artystów i nauczycieli,
którzy uznali, że słowo ma większą moc niż uliczne protesty,
jakie przetaczały się przez Lhasę w latach 80.
Ruch dysydencki w Qinghai zyskał ostatnio rozgłos dzięki protestom, również tybetańskich kadr, przeciwko kredytowi Banku Światowego, który miał umożliwić przesiedlenie niemal 58 tys. Chińczyków do tybetańskiego regionu prowincji. Wojownicze reakcje Chin na międzynarodowy sprzeciw wobec czterdziestomilionowego kredytu mówią wiele o sytuacji w Qinghai, problemach Pekinu i jedynym w swoim rodzaju ruchu dysydenckim w regionie.
Omówimy tu kwestię politycznych aresztowań
Tybetańczyków w Qinghai, uzupełniając w ten sposób analizy pomieszczone
we “Wrogich elementach” (TIN, marzec 1999). 3 sierpnia zostanie opublikowany
nowy raport TIN “Morze goryczy”, poświęcony wpływowi kampanii edukacji
politycznej na klasztory i nowym aresztowaniom mnichów w regionie.
Walka z “antychińskimi” siłami
Prowincję Qinghai utworzyła w 1929 roku Republika Chińska. Region zamieszkiwali głównie Tybetańczycy i Mongołowie, którzy od stuleci wypasali tu swoje stada i uprawiali ziemię. Dziś prowincja ta – w większości niegościnne, bezludne pustkowie – podzielona jest na siedem regionów administracyjnych. Pięć prefektur ma status “tybetańskich autonomicznych” (TPA): Codziang (chiń. Haibei), Colho (chiń. Hainan), Malho (chiń. Huangnan), Golog (chiń. Guoluo) i Juszu (chiń. Yushu). Conub (chiń. Haixi) – to Mongolska i Tybetańska Prefektura Autonomiczna. Prefektura Haidong (tyb. Coszar) nie ma statusu etnicznego ani autonomicznego, choć od ponad tysiąca lat mieszka tu duża grupa Tybetańczyków. Tu właśnie przyszedł na świat obecny Dalajlama i poprzedni X Panczenlama. Miasto Xining (chiń. Xining Shi), podobnie jak Haidong, nie ma żadnego specjalnego statusu. Sześć autonomicznych prefektur stanowi około 98 proc. powierzchni Qinghai, Xining i Haidong – około dwóch procent.
Przesiedlanie nietybetańskiej ludności na tradycyjnie tybetańskie obszary zaczęło budzić poważne kontrowersje w połowie lat 80., gdy zmiany demograficzne stały się celem politycznym władz, pragnących przyspieszyć rozwój gospodarczy regionu i walczących z tybetańskim nacjonalizmem. Niedawno Qinghai objęto ogólnokrajową kampanią “trzech akcentów”: tybetańscy członkowie partii muszą uznać zasadę “wzajemnej nierozdzielności” Chińczyków i “narodowości mniejszościowych” oraz “przywoływania ze wszystkich zakątków kraju” jako fundamentów rozwoju regionalnego.
24 czerwca Bank Światowy przyznał Pekinowi kredyt w wysokości 160 milionów USD na Projekt Walki z Ubóstwem w Chinach Zachodnich (PWUChZ). Jeden z trzech elementów projektu, warty 40 milionów USD, polega na przesiedleniu niemal 58 tys. chłopów narodowości Han i muzułmanów Hui z prefektury Haidong i Xiningu do okręgu Dulan w prefekturze Haixi. Projekt ów zwrócił uwagę na kwestie dotyczące demografii, gospodarki, środowiska naturalnego i przestrzegania praw człowieka w Qinghai. Bank otrzymał zażalenie na projekt, oparte na swojej własnej Dyrektywie Operacyjnej 4.20 (DO), która stanowi, że rdzenni mieszkańcy muszą mieć prawo głosu w sprawie dotyczących ich przedsięwzięć i że ich opinie muszą być uwzględniane.
“Walka Chin z antychińskimi siłami na Zachodzie
nie kończy się na tym projekcie”, powiedział agencji Xinhua wiceminister
finansów Ji Liqun (18 czerwca). Wyraził też nadzieję, że Rada Banku “nie
da wiary kłamstwom garstki emigracyjnych separatystów”. Ostatnie oświadczenia
Pekinu w sprawie PWUChZ najlepiej świadczą o wadze, jaką rząd przywiązuje
do zachowania “stabilizacji” w Qinghai i TRA oraz do walki z “separatyzmem”.
Reakcje te były wyraźnym sygnałem dla Tybetańczyków z Qinghai: sprzeciw
wobec projektu oznacza sprzeciw wobec państwa. Postaramy się tu pokazać,
że granice swobody wypowiedzi nie zawsze są tak czytelne.
Różnice zdań
W ostatnich latach władze zaczęły intensywnie zwalczać dysydenckie poglądy i lojalność wobec Dalajlamy w Qinghai. Doprowadziło to do wielu aresztowań. W protestach przeciwko władzom uczestniczy tu więcej osób świeckich niż w innych regionach Tybetu. Od 1987 roku mnisi i mniszki stanowią 69 proc. wszystkich więźniów politycznych w Tybecie. W Qinghai wskaźnik ten jest nieco niższy i wynosi, według szacunków TIN, około 62 proc. W Qinghai znacznie częściej niż w innych regionach protestowali też uczniowie i nauczyciele (16 wobec 5 proc.).
Z danych TIN wynika, że około 57 proc. więźniów politycznych w Qinghai zatrzymano za pisanie albo dystrybucję plakatów i ulotek niepodległościowych lub krytykujących politykę Chin w Tybecie. Plakaty takie często stanowią odpowiedź na objęcie kampanią reedukacji politycznej klasztoru lub szkoły. W Qinghai krytyka władz nie sprowadza się jednak tylko do haseł niepodległościowych. Tybetańczycy podnoszą tu kwestie takie jak brak wolności religii, marginalizacja języka tybetańskiego w systemie edukacyjnym, przesiedlanie Chińczyków na tereny tybetańskie czy dewastacja środowiska naturalnego. Głęboka kulturowa świadomość takich protestów potęguje niepokój władz, które łączą ją z nacjonalizmem.
Aresztowania w Qinghai wiążą się z kulturowym renesansem w regionie, zapoczątkowanym przed piętnastu laty przez słynnego pisarza Dondrupa Gjala, który odebrał sobie życie w Czabczy (chiń. Gonghe; prefektura Hainan) w 1985 roku. W latach 80. tybetańscy intelektualiści z Qinghai – podobnie jak X Panczenlama – umiejętnie wykorzystywali zapisy chińskiej konstytucji, pozwalające na rozwój kultury i literatury mniejszości narodowych. Intelektualiści z Qinghai starali się również doprowadzić do zmian politycznych i legislacyjnych. Na przykład Agja Rinpocze, który uciekł z Tybetu w zeszłym roku, zdołał znaleźć dla siebie miejsce ściśle kontrolowanych strukturach politycznych. Ten były opat klasztoru Kumbum w okręgu Kumbum (Huangzhong) prefektury Coszar (Haidong) zbierał fundusze i nadzorował odbudowę świątyni zniszczonej podczas rewolucji kulturalnej. Utworzył też w klasztorze szkołę, w której uczono języka i literatury tybetańskiej około 200 nowicjuszy (połowa z nich nie miała ponoć zgody na przebywanie w klasztorze).
Tybetańczycy, którzy angażują się nawet w zawoalowane protesty lub usiłują promować tybetańską kulturę i religię, poddawani są coraz silniejszej presji w związku z nasileniem kampanii przeciwko Dalajlamie i coraz większą aktywnością służb bezpieczeństwa. Agja Rinpocze musiał opuścić Tybet, gdyż nie mógł już pogodzić roli rzecznika polityki partii i swych religijnych powinności.
Podobnych przykładów jest wiele. Chronić kulturę tybetańską, wchodząc w struktury systemu, próbował również Phuncog, nazywany często (od miejsca urodzenia w okręgu Czabcza TPA Colho) “Gjaje Phuncogiem”. Zatrzymano go w czerwcu zeszłego roku. Miał 67 lat; był bliskim współpracownikiem poprzedniego Panczenlamy, członkiem lokalnego oddziału Ogólnochińskiej Ludowej Politycznej Konferencji Konsultacyjnej (OLPKK). Za zgodą władz otworzył prywatną szkołę w Gjaje, w której dzieci pasterzy z regionu uczyły się tybetańskiego, chińskiego i angielskiego. Zniknął, gdy władze zaczęły podejrzliwie patrzeć na wszelkie inicjatywy promujące tybetański język i kulturę. Najprawdopodobniej więziony jest w Xiningu.
Samdrup Cering, uczony z Instytutu Mniejszości
Narodowych Qinghai, został aresztowany w czerwcu 1993 roku. Miesiąc wcześniej
otworzył pod Xiningiem szkołę, w której nauczano tybetańskiego, mongolskiego
i angielskiego. Samdrup spędził w więzieniu pięć lat. Dostał oficjalną
zgodę na zorganizowanie szkoły, podejrzewano jednak, że przyjął pieniądze
od tybetańskiego rządu emigracyjnego. Pisał również wiersze, w których
można było jakoby doszukać się krytyki polityki rządu Chin w Tybecie.
Wpływ Lhasy na protesty w Qinghai
Publiczne protesty i demonstracje uliczne nie zdarzały się w Qinghai tak często, jak w Lhasie w latach 1987-89. Niemniej sytuacja w stolicy niewątpliwie wpływała na działalność polityczną w Qinghai. Stare powiedzenie “Gdy w Lhasie się zaziębią, w Amdo kaszlą”, dobrze ilustruje to poczucie wspólnoty. Gdy do Rebgongu, stolicy TPA Malho, dotarły informacje o niepodległościowych manifestacjach w Lhasie w 1987 roku, uczniowie lokalnego liceum spontanicznie wyszli na ulice. Co ciekawe i charakterystyczne, ich protest nie dotyczył właściwie kwestii niepodległości, ale przede wszystkim kultury, a zwłaszcza języka. Uczestnik tej demonstracji, który obecnie jest uchodźcą w Indiach, powiedział TIN, że uczniowie uniknęli aresztowań, domagając się zmian w ramach systemu. Wzywając władze do prowadzenia polityki, która zapewni autonomię mniejszościom narodowym i przetrwanie języka tybetańskiego, cytowali Stalina, Lenina i Zhou Enlaia. Kiedy maszerowali pod budynki rządowe, nie wznosili okrzyków, lecz prosili o dialog.
Setki uczniów z Rebgongu zorganizowały
znacznie bardziej emocjonalną demonstrację po ogłoszeniu stanu wojennego
w Lhasie w marcu 1989 roku. “Tym razem było bardziej agresywnie – mówi
Tybetańczyk, który nie mieszka już w Rebgongu. – Na ulice wyszli najpierw
uczniowie ze szkoły średniej (od 18 do 23 lat), potem dołączyli młodsi
(13-16 lat). Nadal jednak nie domagaliśmy się niepodległości. Takie hasła
pojawiały się tylko na ulotkach i plakatach”. W odpowiedzi władze przesłuchały
nauczycieli. Świadkowie zgodnie twierdzą, że policja nie biła demonstrantów.
Polityka bezpieczeństwa i aresztowania
w Qinghai
Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatnich lat i w Qinghai, i w TRA służby bezpieczeństwa prowadzą działania operacyjne na coraz większą skalę. Tybetańczycy są inwigilowani i śledzeni, trudno więc o dokładne, aktualne informacje. Niedostępność Qinghai utrudnia to jeszcze bardziej. Liczby, które zostaną tu przytoczone, są więc z pewnością znacznie zaniżone.
Kwestia “bezpieczeństwa” jest dla władz priorytetem. “Infiltracja, działalność wywrotowa i podżeganie do rebelii przez wrogie siły zagraniczne i separatystyczną klikę narodowości Dalaja z dnia na dzień zaostrza i komplikuje palący problem ukrytych zmagań w naszej prefekturze – przede wszystkim walki z kliką Dalaja, walki z kliką polityczną, walki między separatyzmem a antyseparatyzmem”, czytamy w dokumencie [Departamentu] Bezpieczeństwa Państwa z Qinghai, który udało się zdobyć TIN.
Z dokumentu tego wynika, że władze szczególnie niepokoi duża liczba Tybetańczyków, “którzy nielegalnie przekraczają granicę kraju”. Według autorów raportu, większość Tybetańczyków opuszczających Qinghai – to mnisi. Analizy TIN wskazują, że kierują się oni głównie do Indii, by otrzymać nauki Dalajlamy i (zwłaszcza po ostatnich kampaniach w Qinghai) praktykować bez przeszkód religię. Chińskie służby bezpieczeństwa uważają jednak, że celem tych wypraw jest “działalność wywiadowcza”, sterowana przez “klikę Dalaja”. Z dokumentu wynika jasno, że inwigilowana jest również tybetańska diaspora. Wyznaczając 69 “kluczowych zadań”, władze stwierdzają między innymi, że “niektórzy mieli prywatne audiencje z [przedstawicielami] emigracyjnego rządu kliki Dalaja, (...) a inni zostali wysłani do naszego kraju z określonymi zadaniami”.
W bazie danych TIN są informacje o 96 (60 mnichach i 36 świeckich) więźniach politycznych, którzy zostali aresztowani w Qinghai w ciągu ostatnich 12 lat. Stanowi to tylko sześć procent wszystkich zarejestrowanych więźniów politycznych od 1987 roku. Niemniej większość nowych informacji, które napłynęły do TIN po opublikowaniu w marcu tego roku “Wrogich elementów”, dotyczy właśnie więźniów z Qinghai. Ostatnie raporty mówią raczej o politycznych aresztowaniach w Qinghai i Sichuanie, a nie w TRA.
26 tybetańskich więźniów politycznych z Qinghai nadal przebywa za kratami, dwóch uciekło, a reszta wyszła – lub uważamy, że wyszła – na wolność. Wśród więźniów świeckich jest 15 uczniów i nauczycieli, siedmiu pracowników administracji państwowej, pięciu artystów, trzech chłopów lub pasterzy i jeden biznesmen. TIN nie zna zawodów pięciu uwięzionych.
Kobiety stanową 25 proc. wszystkich tybetańskich więźniów politycznych, 80 proc. uwięzionych – to mniszki. Jeśli idzie o Qinghai, TIN ma dane tylko jednej więźniarki: Rinczen Dolmy, 20-letniej studentki, która została aresztowana w kwietniu 1996 roku. Nie wiadomo, co się z nią stało.
Z danych TIN wynika, że najbardziej politycznie zaangażowanymi klasztorami w Qinghai są Rabgja (odludny region okręgu Maczen w TPA Golog), Rongpo Gonczen (w Rebgongu, stolicy TPA Malho) i wspomniany już Kumbum. TIN udokumentował aresztowanie 16 mnichów z klasztoru Rabgja, 13 z Rongpo i 12 z Kumbumu (szczegółowe informacje o zajściach w tych klasztorach zostaną pomieszczone w “Morzu Goryczy”). Liczba zatrzymanych jest z reguły znacznie wyższa, niż przypadków, które udaje się udokumentować. Znamy wiek 53 więźniów: najmłodszy ma 19, najstarszy 67 lat; średnia – 28 lat.
Tylko dwóch więźniów z Qinghai (mnisi z
Rongpo Gonczen) trafiło za kraty w 1987 roku. Do 1992 roku z Qinghai nie
napływały informacje o aresztowaniach na tle politycznym. W tym właśnie
roku zniesiono restrykcje, pozwalając Chińczykom szukać pracy i prowadzić
działalność gospodarczą w tybetańskich regionach autonomicznych. W 1992
roku zatrzymano siedem osób, rok później – 21, w tym trzy pod zarzutem
szpiegostwa, działalności kontrrewolucyjnej,
“dzielenia i podkopywania etnicznej jedności państwa” oraz “wzniecania
konfliktów między narodowościami”. Ludowy Sąd w Haixi wymierzył im wyroki
od 12 do 17 lat więzienia. Lukhar Dzam, który otrzymał najwyższy wyrok,
uciekł za granicę w 1995 roku, korzystając
z warunkowego zawieszenia kary (ze względów zdrowotnych). Wyroki dwóch
pozostałych, Nam Lojaga i Cegona Thara, zostały złagodzone w 1997 roku.
Wyższy Sąd Ludowy Prowincji Qinghai, co zdarza się niezwykle rzadko, pozytywnie
rozpatrzył odwołanie skazanych, uznając,
że wyroki były zbyt surowe. Nam Lojag, którego wyrok obniżono z 12 lat
do, odbytych już, czterech i pół roku, uciekł za granicę. Wyrok Cegona
Thara obniżono z 16 do sześciu lat.
Wpływ kampanii politycznych
W Qinghai, miejscu urodzenia obecnego Dalajlamy i poprzedniego Panczenlamy, który przyszedł na świat w okręgu Xunhua, Tybetańczycy szczególnie źle znoszą kampanię, w ramach której zmusza się ich do wyrzeczenia się Dalajlamy i uznania mianowanego przez Chiny Panczenlamy. Nastroje te przekładają się na aresztowania: od 1996 roku około 60 proc. zatrzymań wiąże się z odmową krytykowania Dalajlamy i uznania pekińskiego Panczenlamy. Z analiz pomieszczonych we “Wrogich elementach” wynika, że wydalanie mnichów i mniszek z klasztorów i zmuszanie ich do powrotu do rodzinnych domów może przyczynić się do rozprzestrzenienia protestów w całym Qinghai.
Nie jest znana liczba zatrzymanych podczas niepokojów w 1994 i 1995 roku; TIN posiada informacje tylko o dziewięciu. Z całą pewnością było ich znacznie więcej, gdyż władze same doprowadziły do rozruchów, próbując wymusić uznanie dla swego kandydata na Panczenlamę i nasilając kampanię “mocnego uderzenia”. Protesty przeciwko intronizacji Gjalcena Norbu były szczególnie silne w Kumbumie, tradycyjnej (drugiej po Taszilhunpo) siedzibie Panczenlamów. W październiku 1995 roku pojawiły się tu plakaty i ulotki niepodległościowe. W maju 1996 roku władze prowincji Qinghai oraz lokalne departamenty bezpieczeństwa państwa i bezpieczeństwa publicznego kazały zamknąć przyklasztorną szkołę Ngarig Kje Celing. Aresztowano, tymczasowo, 25 uczniów.
W cytowanym już dokumencie Departamentu Bezpieczeństwa Państwa uznano protesty przeciwko intronizacji wybranego przez Chiny Panczenlamy za największe zagrożenie w regionie. “Siły separatystyczne (...) opowiadają się za inkarnacją Panczena, którą bezprawnie rozpoznał Dalaj, i potajemnie rozprowadzają fotografie Genduna Czokji Nimy”.
Główna część kampanii edukacji patriotycznej, której celem było zdyskredytowanie Dalajlamy i ukaranie tych, którzy nie chcieli się go wyrzec, rozpoczęła się w tybetańskich okręgach autonomicznych nie wchodzących w skład TRA w 1997 roku. TIN posiada informacje o 19 aresztowaniach politycznych w Qinghai w 1996, 21 w 1997 oraz 17 w 1998 roku.
Na informacje o aresztowaniu trzeba z reguły czekać od roku do trzech lat. Nie ma jeszcze żadnych doniesień o zatrzymaniach w 1999 roku, a dane z lat 1996-98 są z pewnością niepełne. Tak czy owak, 60 proc. aresztowań dokonanych w Qinghai od 1987 roku miało miejsce w ciągu ostatnich trzech lat. Z napływających z regionu raportów wynika, że główną przyczyną protestów, a co za tym idzie aresztowań, jest niechęć Tybetańczyków wobec polityki władz i wspomnianych kampanii.
Do około 77 proc. udokumentowanych przez
TIN aresztowań doszło w trzech Tybetańskich Prefekturach Autonomicznych:
Malho (30), Colho (26) i Golog (18). Reszta, 22, miała miejsce w mieście
Xining lub prefekturze Haidong. Haixi jest jedyną prefekturą Qinghai, w
której w ciągu ostatnich lat nie udokumentowano
żadnego aresztowania Tybetańczyka na tle politycznym. Tutaj też najdalej
zaszedł proces etnicznego “rozrzedzenia”. Tybetańczycy i Mongołowie, będący
większością do połowy lat 50., w 1990 roku, według oficjalnego spisu, stanowili
zaledwie 17 proc. populacji. Okręg
Dulan, położony na południowo-wschodnim krańcu Haixi, graniczy z trzema
TPA (Golog, Colho, Juszu), w których Tybetańczycy nadal są grupą dominującą
i w których dochodziło ostatnio do aresztowań politycznych. Statystyki
te mogą służyć do potwierdzenia tezy
władz, które utrzymują, że napływ chińskich imigrantów przyczynia się do
wzmocnienia “stabilizacji”. Owa “poprawa” równa się jednak degradacji tybetańskiej
kultury i tradycji oraz zmianie struktury etnicznej.
Przestępstwa i postępowania sądowe
57 z 96 udokumentowanych przez TIN zatrzymań miało miejsce w latach 1996-98. Wiadomo jednak tylko o czterech postępowaniach sądowych lub administracyjnych, podczas których zapadały wyroki od roku do pięciu lat więzienia.
Odsetek sądzonych i skazywanych – tak w trybie sądowym, jak administracyjnym – jest znacznie niższy w Qinghai niż w TRA. Z danych TIN wynika, że tylko 21 proc. więźniów politycznych z Qinghai zostało skazanych na kary więzienia. Jeśli idzie o wszystkich tybetańskich więźniów politycznych, odsetek ten wynosi 58 proc. 79 proc. uwięzionych w Qinghai – i 41 proc. wszystkich tybetańskich więźniów – nigdy nie stanęło przed sądem.
16 z 53 zatrzymanych od 1996 roku (połowa z nich to mnisi), którzy nie weszli w procedury sądowe lub administracyjne, pozostaje niemal na pewno za kratami i może otrzymać wyroki w przyszłości. 37 uwięzień nie wiązało się z żadnymi procedurami sądowymi. Zatrzymanych zwolniono, często wyrzucając ich z klasztoru, szkoły lub pracy. Najkrótsze z takich zatrzymań trwało jeden dzień, najdłuższe – siedem miesięcy. Znamy dokładny czas w 34 na 37 takich przypadków: 14 zatrzymań trwało do trzech dni, 10 – od tygodnia do dwóch tygodni, 10 – od dwóch do siedmiu miesięcy. Średnia wynosi 32 dni.
Tego typu zatrzymania sprawiają, że w Qinghai
nie zapada tak wiele długoletnich wyroków, jak w TRA. Według szacunków
TIN, w samym więzieniu Drapczi osadzonych jest około 300 więźniów politycznych.
Tylko trzej z 26 Tybetańczyków z Qinghai, o których wiadomo, że są nadal
więzieni, otrzymali wyroki. Najwyższy
wyrok wynosi siedem lat więzienia.
Taktyka zastraszania: zatrzymania na krótki okres
Tybetańczycy z Qinghai mają więcej doświadczeń w zmaganiach z Chińczykami niż mieszkańcy TRA. Zaciekłe walki z kolonizatorami narodowości Han i Hui toczono tu już w czasach dynastii Qing, a do pierwszych potyczek z armią czerwoną doszło na wiele lat przed wkroczeniem Armii Ludowo-Wyzwoleńczej do centralnego Tybetu. Mimo to z dostępnych danych wynika, że władze w Qinghai są mniej skore do brutalnego bicia i wydawania długoletnich wyroków, niż ich koledzy z TRA.
Najważniejszą cechą politycznych uwięzień w Qinghai wydaje się duża liczba stosunkowo krótkich zatrzymań, po których nie następuje żadne postępowanie sądowe. Ogłosiwszy kampanię edukacji patriotycznej, władze najprawdopodobniej zdecydowały się na stosowanie “łagodnych” środków zastraszających tego rodzaju. Tylko cztery z 57 wspomnianych osób zostały skazane, a 37 wyszło już na wolność. Około 25 proc. więziono nie dłużej niż trzy dni. Poddawano ich presji, by zaakceptowali politykę władz. Większości kazano podpisać lub złożyć odcisk palca na “lojalce”. Zatrzymanym grożono więzieniem lub innymi represjami, jeśli nie zmienią swego stanowiska i postępowania.
Groźba surowej, nieuchronnej kary często zapobiega dalszym protestom. Jest to wygodne dla Chin, ciągle krytykowanych za łamanie praw człowieka, gdyż opisana taktyka jest mniej widoczna i trudniejsza do udokumentowania. Co najmniej w dwóch przypadkach (mnisi z klasztorów Czoegar i Rabgja) zatrzymanych nie przewieziono – jak we wszystkich innych regionach Tybetu – do lokalnego aresztu BBP, lecz uwięziono w “cywilnym” budynku. Osadzonych zastraszano, ale nie bito i nie torturowano. W większości relacji pojawiają się te same zdania – “Policjanci mówili: dobrze się zastanówcie i podejmijcie właściwą decyzję”.
Niemniej konsekwencje takich zatrzymań bywają też tragiczne. Dziamjang Jesze, jeden z 25 uczniów więzionych przez dwa miesiące po niepokojach w Kumbumie, został zwolniony z więzienia, po torturach, w stanie śpiączki. Satyryk i pisarz Menlha Kjab (nazywany też Menlha Cza) był również brutalnie torturowany po aresztowaniu w prefekturze Hainan w 1993 roku. Po zwolnieniu trafił do szpitala. Menlha znalazł się w grupie intelektualistów i artystów aresztowanych latem 1993 roku przed wizytą Jiang Zemina, wtedy pierwszego sekretarza KPCh, w Czabczy, stolicy prefektury. Wśród zatrzymanych byli też urzędnicy pracujący w finansowanych przez państwo organizacjach, zajmujących się promowaniem języka tybetańskiego.
Wszystko wskazuje na to, że władze Qinghai wolą obecnie krótkie, niedokumentowane zatrzymania. Taktyka zastraszania autentycznych lub potencjalnych dysydentów wydaje się, na tym etapie represji, typowa; może też świadczyć o pewnej ostrożności władz, świadomych niechęci, jaką wywołują ostatnie kampanie polityczne. W TRA, gdzie w latach 80. protesty polityczne przerodziły się w potężne demonstracje w centrum stolicy, stosuje się znacznie brutalniejsze metody. TIN udokumentował 81 wyroków opiewających na co najmniej dziesięć lat więzienia. 65 takich więźniów politycznych jest nadal za kratami – 64 w TRA i jeden w TPA Kardze w Sichuanie. W Qinghai ich nie ma.
Najtragiczniejszym chyba dowodem brutalności
represji są zgony torturowanych więźniów. Od 1987 roku TIN udokumentował
33 takie przypadki. Ich liczba rośnie w zastraszającym tempie od 1995 roku.
Wszystkie miały miejsce w TRA, żaden w Qinghai.
Tybetańscy więźniowie polityczni i system
laogai w Qinghai
W prowincji Qinghai znajduje się kilkanaście przemysłowych obozów “reformy przez pracę” (laogai) – w Xiningu i prefekturze Haidong. W mieście Xining jest ich co najmniej dziewięć. Produkują sprzęt dla elektrowni wodnych, maszyny, narzędzia, towary żelazne i plastikowe, skóry i odzież. Podobny obóz położony jest o dwa kilometry od klasztoru Kumbum. W okręgu Dulan działają co najmniej dwa obozy rolnicze: w Xiangride i Nuomuhongu oraz, najprawdopodobniej, w Xiarihe. Obozy są również w stolicy okręgu Haixi (Delingha) i Golmudzie, przemysłowym i wydobywczym centrum prefektury. Duże rolnicze laogai funkcjonują w okręgach Czabcza i Mangra TPA Colho. Na mapach Qinghai z lat 80., oznaczonych jako “neibu” (do użytku wewnętrznego), znajduje się wiele miejsc – również w Haixi i Dulan – które mogły służyć jako obozy pracy przymusowej po 1950 roku. Większość z nich porzucono lub zmieniono w placówki “cywilne”.
W “Nowych duchach, starych duchach” (“New Ghosts, Old Ghosts”, 1998, N. E. Sharpe, s. 153) James Seymour szacuje, że w 1995 roku było w Qinghai dziewiętnaście “dużych przedsiębiorstw (fabryk i gospodarstw rolnych), które funkcjonowały dzięki pracy więźniów”. Liczba ta pokrywa się z ustaleniami TIN. Seymour uważa, że w Qinghai jest od 22 do 24 tys. więźniów (s. 154) w obozach laogai, aresztach śledczych, ośrodkach dla narkomanów itd., zaznaczając, iż jest to “bardzo ostrożny” szacunek. Jego zdaniem w 1995 roku było wśród nich (znów we wszystkich placówkach) od 1,2 do 1,5 tys. Tybetańczyków (s. 168). Jeśli mają oni odbywać karę w laogai prowincji, z reguły trafiają do Oddziału V Laogai, fabryki sprzętu dla elektrowni wodnych, położonej na zachodnich przedmieściach Xiningu. W 1991 roku pracowało w niej 234 Tybetańczyków (s. 166). Seymour nie podaje ilu skazano za przestępstwa polityczne.
W obozie pracy Xiangride, dochodowym gospodarstwie rolnym, oddalonym, według raportu Banku Światowego, “o 48 km od regionu przesiedleń”, pracuje od 2 do 2,5 tys. więźniów (Seymour, s. 141); kilkuset mniej – w położonym na zachód od owego regionu, przy drodze do Golmud, obozie pracy Nuomuhong. Tu z kolei nie tylko produkuje się zboże, ale i przetwarza ziarno, co znacznie zwiększa zyski. Obozy laogai nie chcą już oddawać ziarna państwu i wolą samodzielnie produkować żywność (s. 143). Nuomuhong przetwarza dziś więcej ziarna niż produkuje.
Choć w ciągu ostatnich dwudziestu lat zmniejszyła się liczba więzień i obozów laogai w Dulan, Seymour uważa, że więźniowie stanowią tu 18 proc. populacji. “Odsetek ten nie jest tak wysoki w żadnych innym okręgu w Chinach” (s. 136). Z raportów wynika, że kilku tybetańskich więźniów politycznych siedzi w “więzieniu Xining” (chodzi zapewne o areszt prowincyjny, w którym więźniowie obsługują piece do wypalania cegły). TIN posiada dokumenty świadczące o obecności tybetańskich więźniów politycznych w wszystkich aresztach śledczych szczebla prefektury we wszystkich TPA Qinghai z wyjątkiem Haixi.
Obozy laogai są z pewnością największą
– i najlepiej zintegrowaną z gospodarką regionu – strukturą penitencjarną
w Qinghai. TIN nie zna dokładnej liczby tybetańskich więźniów politycznych
w laogai. Wydaje się jednak, że dla populacji tybetańskiej problemem nie
jest przymusowa praca więźniów politycznych, ale wpływ laogai na lokalną
produkcję, konsumpcję i rynek pracy.