TIN News Update
20 lipca 1999
 


Aresztowanie tybetańskiego handlarza antykami



W Lhasie aresztowano znanego tybetańskiego handlarza antykami, który miał rozległe kontakty zagraniczne. Władze wydały wojnę kradzieżom dzieł sztuki w Tybecie. Aresztowanie Ceringa Taszi, który legitymuje się paszportem nepalskim i jest właścicielem galerii w Katmandu, specjalizującej się w wysokiej klasy antykach, świadczy o determinacji władz, próbujących położyć kres nielegalnemu handlowi zabytkami sztuki buddyjskiej.
 

Cering Taszi został aresztowany w marcu, gdy służby bezpieczeństwa postawiono w stan najwyższej gotowości w związku z rocznicą powstania w Lhasie. Władze robiły wszystko, by zapobiec rozruchom. Prewencyjne zatrzymania objęły też lhaskich kupców i Tybetańczyków z nepalskimi dokumentami (władze są bardzo podejrzliwe wobec osób mających jakiekolwiek powiązania zagraniczne). Nasze źródła w Katmandu twierdzą, że aresztowanie Ceringa Taszi nadzorowali wysocy urzędnicy, którzy przyjechali w tym celu z Czengdu (prowincja Sichuan). Handlarza przewieziono do aresztu Guca, skąd szybko przeniesiono go do więzienia Seitru. O aresztowaniu informowały oficjalne media w Lhasie. Powszechnie uważa się, że Cering Taszi otrzyma wysoki wyrok. Źródła z Katmandu podają, że w związku z tą sprawą aresztowano co najmniej pięciu innych Tybetańczyków, niemniej amerykańscy i szwajcarscy partnerzy Ceringa opuścili Lhasę bez przeszkód.

Aresztowanie tak ustosunkowanego biznesmena nie ma precedensu w ostatnich latach. Być może władze chcą w ten sposób przekonać świat, że chronią tybetańską sztukę i kulturę. Ponieważ wybrano posiadacza nepalskiego paszportu, może być to również próba zamknięcia kanałów przepływu dzieł sztuki między TRA a Nepalem.

Cering Taszi, współwłaściciel Dawa Arts, galerii sztuki na jednej z najbardziej ekskluzywnych ulic Katmandu, Durban Marg, jest osobą wykształconą i ma świetne kontakty na międzynarodowym rynku sztuki. Często prowadził interesy w Hongkongu.

W Katmandu mówi się, że aresztowanie Ceringa Taszi może mieć związek z lutową kradzieżą w pałacu Jumbu Lagang (prefektura Lhoka, TRA). 25 lutego Tibet TV podała, że tydzień wcześniej do pałacu włamało się trzech mężczyzn i ukradło 37 zabytków, w tym cenny miedziany posąg Czenreziga, bodhisattwy współczucia. (Jumbu Lagang ma dla Tybetańczyków ogromne znaczenie historyczne i duchowe. Mieszkał tu pierwszy król Tybetu Njatri Cenpo. Legenda mówi, że na dach pałacu spadły kiedyś z nieba święte pisma buddyjskie, zapowiadając pojawienie się tej religii w Tybecie.) Mniej więcej w tym samym czasie skradziono stare posągi i thangki (malowidła religijne) z należącego do szkoły Sakja klasztoru Nalendra w Phenpo (TRA).
 

Władze TRA winią za kradzieże zabytków cudzoziemców

Władze TRA przyznają, że nie udaje się im zapobiegać kradzieżom dzieł sztuki w Lhasie i TRA. Winą za to obarczają wzrost cen na międzynarodowym rynku sztuki. “Z oficjalnych danych wynika, że po 1994 roku doszło w Tybecie do 120 kradzieży dzieł sztuki. Zginęło 541 antycznych zabytków Tybetu – podała 7 kwietnia agencja Xinhua. – Jak dotąd wyjaśniono 70 spraw, odzyskując 314 przedmiotów”. Za wzrost liczby kradzieży władze winią cudzoziemców. “Dziś turyści odwiedzają lokalne klasztory i starodawne świątynie w Tybetańskim Regionie Autonomicznym chętniej niż jakiekolwiek inne. Wyposażeni w miniaturowe kamery, owi “pielgrzymi” potajemnie fotografują dzieła sztuki, a potem publikują katalogi w formie książek lub dysków, rozprowadzanych w drugim obiegu albo w Internecie – wyjaśnia Xinhua. – Lokalni urzędnicy, którzy zajmują się tymi sprawami, winią za wzrost liczby przestępstw tego rodzaju coraz wyższe ceny tybetańskich zabytków na międzynarodowym rynku sztuki. Miejscowi handlarze, często powiązani z zagranicznymi przemytnikami, zrobią wszystko, by za takie pieniądze skraść cenne tybetańskie relikwie”.

Od lat 80., dzięki reformom gospodarczym i polityce otwarcia, zachodni handlarze antykami mają coraz większy dostęp do Tybetu. Tybetańskie antyki zrobiły zawrotną karierę na międzynarodowym rynku sztuki. Był na nie ogromny popyt również na marcowej aukcji dzieł sztuki indyjskiej i południowoazjatyckiej w nowojorskim Sotheby’s. “Najwyższe ceny nadal osiąga sztuka himalajska, a zwłaszcza tybetańska – informował po aukcji Maine Antiques Digest. – Ten rynek jest bardzo silny i będzie kwitł nadal”.

Clare Harris, znawca sztuki tybetańskiej i kustosz oksfordzkiego Pitt Rivers Museum, uważa, że zachodnie organizacje, takie jak UNESCO, naciskają na Chiny, domagając się ochrony zabytków sztuki tybetańskiej. “Aresztowanie Ceringa Taszi jest próbą uzyskania kontroli nad międzynarodowym handlem sztuką tybetańską – powiedziała Harris. – Jego zatrzymanie ma w pewnym sensie charakter polityczny. Chińczycy chcą mieć kontrolę nad tym, jak przedstawia się tybetańską kulturę. Chcą przedstawiać światu własną wizję Tybetu, na swój własny sposób. Najbardziej nie życzą sobie, by zachodni kolekcjonerzy pośrednio wspierali tożsamość Tybetu, kupując dzieła sztuki na wolnym rynku”.

Departament ds. Dziedzictwa Kulturowego ogłosił w lutym, że w tym roku zostanie znowelizowana Ustawa o ochronie zabytków kultury oraz przepisy dotyczące wywożenia dzieł sztuki za granicę. Dyrektor departamentu Zhang Weibin powiedział, że w całym kraju kwitnie czarny rynek dzieł sztuki. Jego zdaniem, oferty wielu muzeów są przebijane “bez zezwolenia” z powodu “nieskutecznego zarządzania” – innymi słowy, powszechnej korupcji.
 

Zabieranie dzieł sztuki z klasztorów podczas edukacji patriotycznej

Wielu uchodźców informuje ostatnio o zabieraniu dzieł sztuki z klasztorów przez urzędników państwowych, zwłaszcza z grup roboczych, prowadzących kampanię edukacji patriotycznej. Mnisi, którzy uciekli z Tybetu w 1997 roku, opowiadali o zabraniu dwóch drogocennych przedmiotów z ich klasztoru w okręgu Czongje (chiń. Qiongjie). “Zespół roboczy mierzył wszystkie wizerunki bóstw i buddów. Potem je fotografowali – powiedział jeden z mnichów TIN. – Zabrali mały posążek Buddy i starożytną kadzielnicę. Powiedzieli, że na wystawę w Pekinie”. Zdaniem owego mnicha przed trzema laty urzędnicy rozkopali grobowiec pierwszego króla Tybetu Njatri Cenpo, szukając w nim dzieł sztuki. Kiedy chłopi poinformowali władze o naruszeniu grobowca, który znajduje się na wschodnim brzegu rzeki Czongje, policja nie wszczęła żadnego dochodzenia.

Władze przyznają, że grupy robocze księgują majątek i zabytki klasztorów “z powodu problemu kradzieży” (Dziennik Tybetański, 11 listopada 1997).

Uchodźca, mnich z okręgu Namling, położonego na północny wschód od Szigace (TRA), powiedział TIN, że walka z przemytem dzieł sztuki może przynieść zaostrzenie kontroli w klasztorach. “Wszędzie kazano wyznaczać mnichów, którzy będą chronić cenne posągi i thangki. W ten sposób to oni będą odpowiedzialni za każdą ewentualną kradzież. A władze zyskały pretekst do coraz częstszego kontrolowania świątyń”.

Władze twierdziły też, że ochrona zabytków jest niezbędna z powodów politycznych. Podczas zjazdu w TRA w 1994 roku gratulowano klasztorowi Taszilhunpo w Szigace za “chronienie zabytków, które okazały się ogromnie ważne dla propagowania jedności macierzy i solidarności między narodowościami”. W dokumencie przedstawionym uczestnikom “Konferencji Całego Regionu w sprawie Patriotycznych, Przestrzegających Prawa, Postępowych Klasztorów i Wybitnych Zarządców Świątyń” czytamy, iż mnisi Taszilhunpo “ocalili wiele ważnych zabytków, które świadczą o bliskich stosunkach Tybetu z różnymi dynastiami centralnego rządu Chin, dowodząc w ten sposób, że Tybet jest częścią Chin. Dzięki ich ciężkiej pracy klasztor stał się koronnym dowodem historycznej jedności kraju”.

Liczne wiarygodne źródła potwierdzają, ze w czasach rewolucji kulturalnej zabrano z tybetańskich klasztorów wiele bezcennych dzieł sztuki. W okresie tym zburzono tysiące świątyń. Nowojorski Sotheby’s zapowiada, że na wrześniowej aukcji zostanie wystawiony na sprzedaż pozłacany podest z brązu z lhaskiego klasztoru zniszczonego podczas rewolucji kulturalnej. Obiekt wyceniany jest na 250-300 tys. USD. Specjaliści Sotheby’s twierdzą, że na podeście tym stał ogromny relikwiarz ze szczątkami wielkiego duchownego lub polityka. Dla buddystów przedmioty takie, po pobłogosławieniu ich przez lamę, są święte. Sprzedawanie ich dla zysku kłóci się z buddyjskimi wierzeniami.

Clare Harris, która pracuje obecnie nad książką o sztuce tybetańskiej po 1959 roku, dziwi się, że na międzynarodowym rynku sztuki nadal pojawiają się przedmioty z klasztorów zniszczonych podczas rewolucji kulturalnej. “Zrabowane wówczas dzieła sztuki, oczywiście te, których nie przetopiono, dawno znalazły nabywców na całym świecie. Problem w tym, że nie ma właściwie żadnej dokumentacji, która świadczyłaby o pochodzeniu takich przedmiotów. Trudno więc orzec, czy zabrano je z Tybetu w okresie rewolucji kulturalnej. Niemniej zachodni kolekcjonerzy przychylają się do zdania, że wywieziono je właśnie w tamtym okresie, a nie w ostatnich latach” – powiedziała TIN.


[powrót]