TIN News Update
6 sierpnia 1999
 
 

Surowy zakaz obchodzenia urodzin Dalajlamy




Władze w Lhasie podjęły wiele kroków, by uniemożliwić Tybetańczykom uczczenie 64. urodzin Dalajlamy (6 lipca). Na specjalnym wiecu uhonorowano urzędników, którzy zapobiegli obchodom. Według rządowego dokumentu, który udało się zdobyć TIN, obchodzenie urodzin Dalajlamy “zagraża stabilizacji kraju” i “turystyce”.
 

Nasilanie się kampanii przeciwko Dalajlamie oraz sprowadzenie do Lhasy i Szigace mianowanego przez Chiny Panczenlamy doprowadziło, mimo nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa, do pojedynczych protestów. 17 czerwca dziewięcioletni Gjalcen Norbu przemknął przez Lhasę w wojskowym konwoju. Była to jego pierwsza wizyta w Tybecie od czasu intronizacji w 1996 roku. Władze, które obawiały się szczególnie protestów w klasztorze Taszilhunpo, robiły wszystko, by zapewnić chłopcu “publiczne poparcie” w Szigace.

W związku z natłokiem politycznych rocznic i zbliżającymi się Igrzyskami Mniejszości Narodowych, w Lhasie wprowadzono nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Ulice patroluje wojsko, na rogatkach miasta stanęły uzbrojone posterunki.

Obchodzenie urodzin Dalajlamy jest oficjalnie zakazane od grudnia 1989 roku, jednak w ostatnich latach Tybetańczycy gromadzili się na wschodnich przedmieściach Lhasy, gdzie palili kadzidło i rzucali w powietrze campę (prażoną mąkę jęczmienną), by uczcić ten dzień. W zeszłym miesiącu władze podjęły nowe kroki, mające zapobiec zgromadzeniom. Zniszczono również piec, w którym tego dnia palono kadzidło. Urodziny Dalajlamów obchodzi się w Karma Garsar (wschodnie rubieże Lhasy) od czasów VII Dalajlamy. Wtedy też wzniesiono tu ołtarz. Władze zamierzają ponoć wznieść tu teraz nową szkołę podstawową.

6 lipca funkcjonariusze Biura Bezpieczeństwa Publicznego, Wydziału ds. zezwoleń na podróżowanie i Ludowej Policji Zbrojnej zablokowali wszystkie drogi do Karma Garsar. Wielu Tybetańczyków, którzy próbowali dostać się tam i palić kadzidło, zastało brutalnie pobitych przez grupę funkcjonariuszy BBP. Tybetańskie Centrum Praw Człowieka i Demokracji (niezależna organizacja pozarządowa z Dharamsali) informowało o pobiciu sześćdziesięcioletniego mężczyzny, przy którym policja znalazła mąkę. Mnichom z lhaskich klasztorów Namgjal i Kundeling (tradycyjnie organizujących uroczystości urodzinowe) zagrożono więzieniem za próbę przygotowania obchodów. Z wiarygodnych raportów wynika, że w tym samym okresie wstrzymywano lub ograniczano sprzedaż campy, rzucanej w powietrze podczas rytuału “lha-sol”, odprawianego tradycyjnie podczas urodzin Dalajlamy.

Władze miejskie Lhasy zorganizowały bezprecedensowy wiec, poświęcony “Trung Lha Jarsol”, rytuałowi urodzin Dalajlamy. W zebraniu wzięli udział najważniejsi przywódcy rządu lokalnego – w tym Guo Jinlog, sekretarz wykonawczy komitetu partii TRA, Nima Cering, wiceprzewodniczący rządu TRA, kierownicy wszystkich departamentów rządowych i funkcjonariusze partii “powyżej poziomu okręgu” – co świadczy o randze i wadze owego spotkania. Przedstawiciele rządu gratulowali lokalnym organizacjom “niezwykłych osiągnięć w przeciwdziałaniu nielegalnym obchodom Trung Lha Jarsol”. Z transmisji Tibet TV (2 sierpnia) wynikało, że szczególne pochwały zebrała Policja Zbrojna i lhaskie BBP.

“Skuteczne zablokowanie nielegalnych [uroczystości] Trung Lha Jarsol dowodzi, że miasto ma silne przywództwo partyjne i rządowe i że wykonano pożyteczną pracę organizacyjną u podstaw”, mówił Guo Jinlong. Dziampa Phuncog (chiń. Xiangba Pingcuo), sekretarz partii w Lhasie, potępił “nielegalne działania” i wyjaśnił, że “jeśli mamy wygrać walkę z separatyzmem, musimy sprawiedliwie i stanowczo walczyć z Dalajem i nielegalnymi religiami oraz i zdecydowanie rozprawiać się z nielegalną działalnością religijną, która szkodzi jednoczeniu macierzy, narodowej solidarności i ma negatywny wpływ na społeczeństwo”. Wiec dotyczył dwóch “głównych zadań”, przed którymi stoi rząd: “stabilizowania sytuacji i rozwijania gospodarki”.

14 lipca władze wydały dokument, który udało się zdobyć TIN, potwierdzający polityczny charakter “urodzinowego” zakazu: “obchody wywoływały szkody i ogólne polityczne niepokoje, gdyż reakcja wykorzystywała je do rozrzucania ulotek i wymachiwania flagami niepodległości [tzn. tybetańskimi]”.

Według władz, obchodzenie urodzin Dalajlamy kłóci się z prowadzoną w TRA kampanią. “Od chwili ucieczki za granicę Dalajlama nie przestaje promować swej reakcyjnej sprawy i od 40 lat próbuje doprowadzić do podzielenia macierzy. (...) Pod płaszczykiem “duchowych i doczesnych rządów” wciąż żywi diabelską nadzieję ożywienia brutalnego, totalitarnego reżimu feudalnych rządów. Obchody i modlitwy za Dalaja – to bezpośredni atak na naszą kampanię walki z jego separatystyczną kliką. (...) Członkowie komitetów partii, szerokie masy jej członków, kadry, robotnicy i pracownicy emerytowani muszą zająć jasne, stanowcze stanowisko i przeciwstawić się Dalajowi”.

Władze stwierdziły nawet, że rytuały urodzinowe szkodzą turystyce. “Trung lha-sol stanowi ogromne zagrożenie dla pozytywnego wizerunku Lhasy (...) Przypada w pełni sezonu turystycznego, gdy do miasta zjeżdżają goście z zagranicy i z całego kraju. Praktyki takie jak obrzucanie campą przechodniów i blokowanie przejść to występki aspołeczne, które podkopują wizerunek i reputację miasta”.

W 1991 roku, podczas ataku sił bezpieczeństwa na obchodzący urodziny tłum, zginął Tybetańczyk. Do incydentu doszło na Tromsikhangu, gdy kierowca chińskiego dżipa zagroził, że wjedzie w tłum Tybetańczyków, obrzucających go campą. Na miejscu pojawiło się około 25 funkcjonariuszy LPZ. Padły dwa strzały ostrzegawcze. Kiedy policjanci natarli na tłum, Pasang Cering, pielgrzym z Markham, został pchnięty nożem i umarł.

Tybetańczycy tradycyjnie rzucają w powietrze campę, by wyrazić radość i uczcić szczęśliwą okazję. Władze zakazały tego rytuału w grudniu 1989 roku, gdy zorientowały się, że Tybetańczycy czczą w ten sposób przyznanie Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla.
 

Protesty podczas wizyty chińskiego Panczenlamy

Władze Lhasy nadal starają się zmusić Tybetańczyków do opowiedzenia się za wybranym przez Chiny Panczenlamą. Po pojawieniu się w Tybecie Gjalcena Norbu doszło jednak do wielu incydentów, świadczących o głębokiej niechęci Tybetańczyków. Wiarygodne źródło donosi, że po czerwcowej wizycie chłopca w Dżokhangu, najbardziej czczonej świątyni kraju, Tybetańczycy zrzucili z ołtarza jego fotografię i rytualne ofiary men-tel, jakie złożył przed posągiem Buddy Siakjamuniego.

Przed przywiezieniem chłopca do Szigace, tradycyjnej siedziby panczenlamów, mnichów Taszilhunpo pouczono, że mają nie tylko uznać mianowanego przez Chińczyków Panczenlamę, ale i w niego wierzyć. “Powiedziano im, że od tego będzie zależeć ich dalszy pobyt w klasztorze”, mówi to samo źródło. Tybetańskim kadrom i uczniom kazano udać się po błogosławieństwo chińskiego Panczenlamy, by “wyrazić dlań poparcie”.

Władze przygotowały się do wizyty, rozwieszając przed Dżokhangiem dekoracje zarezerwowane na obchody Nowego Roku [tybetańskiego kalendarza] oraz umieszczając chorągiew powitania wielkiego lamy na Kole Dharmy, które góruje nad placem. Wieczorem 17 czerwca przed świątynię zajechały dwie niebieskie ciężarówki. W jednej było około 40 żołnierzy, usiłujących ukryć pod kurtkami broń automatyczną. Z drugiej wysiadło 40 mężczyzn w cywilnych ubraniach. Potem przyjechały inne pojazdy policyjne i wojskowe. Do Dżokhangu wniesiono wykrywacze metalu i urządzenie do prześwietlania bagażu. Spod świątyni usunięto wszystkie stragany. Kiedy następnego ranka wylądował samolot z Gjalcenem Norbu, wzdłuż drogi z lotniska Gongkar do Lhasy stały pojazdy policyjne i wojskowe.

Nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, jakie towarzyszą wizycie, pozwalają sądzić, że władze TRA zdają sobie sprawę z niechęci, jaką budzi w Tybetańczykach chiński Panczenlama, i wynikających stąd zagrożeń dla “stabilności” w regionie. Choć wizyta Gjalcena Norbu miała, między innymi, służyć przekonaniu świata, że buddyzm tybetański rozwija się bez przeszkód, uczestniczący w “pielgrzymce” zachodni dziennikarze nie mieli dostępu do chłopca i donosili głównie o lojalności Tybetańczyków wobec wskazanego przez DalajlamęGenduna Czokji Nimy, dziesięcioletniego obecnie Panczenlamy, który został uprowadzony przez Chińczyków.
 

Zamknięcie miasta, restrykcje w podróżowaniu

Głównym celem władz jest zapewnienie spokoju w TRA od 40. rocznicy wprowadzenia “reform demokratycznych” w Tybecie (marzec) do 50. rocznicy utworzenia ChRL, która przypada 1 października. Dodatkowo 25 sierpnia w Lhasie mają odbyć się Igrzyska Mniejszości Narodowych. Te ostatnie mają być “wielkim zgromadzeniem wzmacniającym narodową solidarność, pozwalającym na przyjazną wymianę między bratnimi narodowościami oraz promującym wspólny rozwój i dostatek wszystkich narodów Chin”, mówił we wrześniu 1997 roku przewodniczący TRA Gjalcen Norbu.

Tybetańczykom spoza Lhasy – biznesmenom, pielgrzymom, chłopom i koczownikom z różnych prefektur TRA – ograniczono jednak dostęp po miasta. “Wszystkie te obchody mają dowodzić, że Tybetańczykom żyje się szczęśliwie pod rządami partii komunistycznej. Że w regionie panuje spokój, że rozwija się gospodarka – mówi tybetańskie źródło TIN. – Ograniczenie swobody podróżowania Tybetańczyków to najlepszy dowód na to, że Chińczycy podejrzewają Tybetańczyków spoza stolicy o infiltrację i wzniecanie niepokojów między władzami a mieszkańcami miasta. Rząd widzi w tych ludziach największe zagrożenie dla swoich planów. Szczególną podejrzliwość, jako potencjalni organizatorzy protestów, budzą ci, którzy w ciągu ostatnich lat byli za granicą”.

Tybetańczycy, którzy chcą przyjechać do Lhasy, muszą mieć specjalne zezwolenie albo list “polecający” od lokalnych władz. Bez tego nie przepuszczą ich patrole na rogatkach miasta (w Toelung Deczen na północnej drodze z Nagczu oraz, na południowym wschodzie, w Czuszul, na drodze z Lhokhi, Szigace). Ten drugi posterunek znajduje się przy rzece Kjiczu. Według naocznego świadka, obsadzono go żołnierzami uzbrojonymi w broń automatyczną.

Choć restrykcje dotyczą głównie Tybetańczyków, kłopoty z podróżowaniem miewają również zachodni turyści. Trudno było się im poruszać po mieście zwłaszcza między 14 a 16 lipca, gdy przed Potalą występował Zespół Reprezentacyjny Chińskiej Telewizji. Agencja turystyczna poinformowała grupę turystów, że wycieczka do klasztoru Ganden “nie byłaby politycznie poprawna”. Inni turyści zwracali uwagę na zwiększoną obecność wojska i pojazdy policyjne przed Potalą. Australijski senator z partii Zielonych powiedział, że 15 lipca mijał trzy konwoje wojskowych ciężarówek, zmierzających do Lhasy. “W Lhasie jest pełno wojska i wojskowych pojazdów – powiedział TIN. – Każdy Tybetańczyk, który ośmieliłby się zorganizować jakikolwiek protest, zostałby aresztowany w ciągu kilku sekund”.
 

Wyroki za demonstrację 10 marca

Dwóch mnichów, którzy demonstrowali 10 marca, w 40. rocznicę powstania w Lhasie, zostało skazanych na trzy i cztery lata więzienia. TIN zdobył fotografię, na której obaj stoją przed Dżokhangiem na chwilę przed manifestacją. Szesnastoletni Phuncog Legmon (imię świeckie Ceten Norbu) i dwudziestojednoletni Namdrol (Sonam Czoedrak) mieli na sobie świeckie ubrania i czapki, ukrywające ogolone głowy. Zapewne uznali, że w takich strojach będą mniej rzucać się w oczy. Przed rocznicą mnisi i mniszki z głównych klasztorów Lhasy mieli zakaz wychodzenia na ulice. (To właśnie oni stawali na czele największych demonstracji niepodległościowych w latach 80.).

Dwaj mnisi z klasztoru Taklung w okręgu Toelung pojawili się na Barkhorze rankiem 10 marca. Podnosząc nad głowy zaciśnięte pięści, kilkakrotnie krzyknęli “Wolny Tybet”, “Tybet nie jest częścią Chin” i “Chińczycy wracać do Chin”. Phuncog Legmon został natychmiast aresztowany i przewieziony na lokalny komisariat. Namdrol próbował uciekać, ale zatrzymano go już po chwili. Według wiarygodnych raportów, obaj mnisi byli bici pałkami i pięściami.

Urzędnicy lhaskiego sądu ludowego utrzymują, że Phuncog i Namdrol nie stanęli przed sądem. “Jestem pewny, że w ciągu ostatnich miesięcy nie wydaliśmy wyroku na nikogo takiego”, powiedział agencji Associated Press Zhang Jie.


[powrót]